Rzetelne spojrzenie na to, czy naprawdę myślimy mniej - czy po prostu wybieramy, kiedy myślenie jest warte wysiłku.
Są myśli, które przychodzą grzecznie, a potem są takie, które wchodzą o 7 rano, siadają bez pytania i rozpoczynają pełną rozmowę, zanim jeszcze zdecydujesz, czy nie śpisz. Ta zaczęła się od tego, że otworzyłem LinkedIn bez prawdziwego powodu, tak jak ludzie otwierają lodówkę, gdy nie są głodni, tylko po to, by zobaczyć, co tam jest, i jakoś skończyłem twarzą w twarz z bardzo pewną siebie linią: “nikt nie chce tego słuchać - technologia osłabia poznawczo pokolenie Z”. Gdyby było to prawdą w sposób, w jaki jest to przedstawiane, widzielibyśmy to konsekwentnie w różnych ludziach, kontekstach i sytuacjach. Tak się jednak nie dzieje, a ta niespójność sprawia, że argument zaczyna słabnąć.
Zawsze uważam, że tego rodzaju otwarcie jest interesujące, ponieważ rości sobie prawo do prawdy i odrzuca brak zgody w tym samym oddechu, a wszystko, co dotyczy ludzkiego myślenia, które jest już tak pewne, zwykle nie pozostało wystarczająco długo w rzeczywistości, którą próbuje opisać. Argument, który następuje, na początku wydaje się czysty i przekonujący, używamy więcej narzędzi, polegamy na nich, pamiętamy mniej, więc musimy myśleć mniej, a stamtąd bardzo łatwo jest zasugerować, że coś po cichu spada.
Problem zaczyna się w momencie, gdy odejdziesz od tego zdania i spojrzysz na rzeczywistych ludzi nieco dłużej, ponieważ to, co jest tutaj opisywane, nie jest myśleniem, ale zachowaniem w pewnych warunkach, a to nie są te same rzeczy, bez względu na to, jak często traktujemy je tak, jakby były. Ten argument myli wysiłek ze zdolnością, a to pomieszanie znajduje się w centrum całego twierdzenia.
Pracuję z bardzo małymi dziećmi i widziałem, jak dziecko siedziało nad jednym prostym problemem dłużej niż większość dorosłych, nie dlatego, że ktoś je o to poprosił, nie dlatego, że czekała na nie nagroda, ale dlatego, że samo myślenie jeszcze się nie skończyło. W tym samym tygodniu widziałem, jak dorośli, którzy są bardziej niż zdolni, odchodzą od niewygodnego pomysłu w ciągu kilku sekund, nie dlatego, że nie potrafią go przemyśleć, ale dlatego, że nie chcą pozostać tam wystarczająco długo. Większość dorosłych nie jest ograniczona swoją zdolnością do myślenia, ale tym, jak szybko porzucają myśl, gdy staje się niewygodna. Kiedy więc słyszę, że myślenie spada, zadaję sobie pytanie, co dokładnie obserwujemy, ponieważ nie wygląda to na utratę zdolności, ale na zmianę tego, co jesteśmy skłonni tolerować.
Odciążenie poznawcze jest realne, ale nie jest nowe i właśnie w tym miejscu rozmowa staje się nieco myląca, ponieważ zawsze przenosiliśmy wysiłek poza siebie, kiedy tylko mogliśmy, zapisywaliśmy rzeczy, tworzyliśmy systemy, polegaliśmy na pamięci zewnętrznej i nic z tego nigdy nie zostało opisane jako pogorszenie funkcji poznawczych, zostało to opisane jako wydajność. To, co się zmieniło, to szybkość i łatwość, i tak, jeśli polegasz na czymś stale, pewne rodzaje wysiłku stają się mniej praktykowane, ale zmniejszona praktyka to nie to samo, co zmniejszona wydajność, a to rozróżnienie ma większe znaczenie, niż tutaj przyznajemy.
Gdyby korzystanie z narzędzi automatycznie ograniczało myślenie, to każdy, kto ma do nich dostęp, myślałby mniej, a jednak tak nie jest, widzimy ludzi, którzy unikają wysiłku i ludzi, którzy sięgają głębiej niż kiedykolwiek wcześniej, używając tych samych narzędzi, co sugeruje, że nie myślimy mniej. Myślimy tylko wtedy, gdy coś uzasadnia wysiłek. To zupełnie inny wniosek.
Nie czujemy się niekomfortowo, ponieważ myślenie zanika. Czujemy się niekomfortowo, ponieważ nie jest już wymagane w sposób, w jaki było kiedyś.
Jest też coś nieco zbyt wygodnego w tym, jak szybko przechodzimy od obserwacji do osądu, ponieważ stwierdzenie, że to pokolenie podupada, brzmi jak diagnoza, ale po cichu unika bardziej niewygodnego pytania o to, czego wymagamy od ludzi w ich myśleniu. Jeśli nagradzana jest szybkość, ludzie staną się szybcy, jeśli nagradzana jest widoczność, ludzie staną się widoczni, a jeśli głębia nie jest wymagana, staje się opcjonalna, więc to, na co możemy patrzeć, to nie słabszy umysł, ale system, który nie nalega już na pewne rodzaje myślenia.
Sama obawa nie jest błędna, ale wniosek jest zbyt wczesny i jest to część, z którą nie mogę się zgodzić. Nadmierne poleganie na narzędziach może zmniejszyć wysiłek, ale nie wymazuje zdolności myślenia, po prostu ujawnia, gdzie wysiłek nie jest już wykorzystywany.
Zanim skończyłem spierać się z tym w mojej głowie, było jeszcze wcześnie, wciąż cicho, a ja nawet nie piłem kawy, co mówi mi coś, czemu ufam bardziej niż zdaniu, od którego zacząłem, myślenie nie znika, reaguje na to, o co go prosimy. Być może nie widzę jeszcze wszystkiego, ale jeśli coś w tobie oparło się temu pierwotnemu twierdzeniu, nawet nieznacznie, pozostałbym przy tej części, ponieważ gdyby myślenie naprawdę zanikało, nie pozostałoby to z tobą tak długo.