Rozmowa o czyimś życiu doprowadziła mnie do niewygodnego odkrycia moich własnych założeń. Refleksja nad osądem, ukrytymi okolicznościami i historiami, które po cichu wymyślamy o ludziach, o których myślimy, że ich rozumiemy.
Kilka dni temu ktoś powiedział mi, że gdyby miał moje życie, zrobiłby z nim o wiele więcej.
Kilka dni później stwierdziłem, że mówię dokładnie to samo o kimś innym.
Kilka dni temu ktoś powiedział mi, że gdyby miał moje życie, zrobiłby z nim o wiele więcej.
Kilka dni później stwierdziłem, że mówię dokładnie to samo o kimś innym.
Niestety dla mojej dumy, w tym momencie historia staje się interesująca.
Kilka dni temu odbyłem rozmowę z kimś, kogo znam. Była to jedna z tych rozmów, które wydają się zupełnie zwyczajne, gdy się odbywają, a potem, z nieznanych powodów, postanawiają przenieść się do twojej głowy i odmówić opuszczenia. Wśród wielu omawianych rzeczy była myśl o mnie, którą w tamtym czasie przyjąłem z całkowitym spokojem. Osoba ta powiedziała mi, że wiem tak wiele, obserwuję tak wiele, piszę tak wiele, rozumiem tak wiele, a jednak gdyby była na moim miejscu, zrobiłaby z tym wszystkim znacznie więcej. Według nich, mam szanse, możliwości i doświadczenia, których wielu ludzi nigdy nie otrzymuje, a zatem jest niezliczona ilość rzeczy, które mógłbym robić, a których nie robię.
Pamiętam, że słuchałem dość spokojnie. Każdy ma prawo do swojej opinii, a wiek nauczył mnie, że bronienie się przed każdą opinią to doskonały sposób na zmarnowanie popołudnia. Rozmowa dobiegła końca, życie toczyło się dalej, a sprawa wydawała się załatwiona. Kilka dni później siedziałem z przyjaciółmi i rozmawiałem o kimś zupełnie innym. Osoba, o której mowa, z miejsca, w którym stałem, wydawała się posiadać wszystko, czego można potrzebować do zbudowania czegoś niezwykłego. Inteligencja z pewnością nie była problemem. Możliwości nie wydawały się być problemem. Wsparcie wydawało się dostępne. Możliwości wydawały się nieograniczone. Patrząc na tę sytuację z mojego wygodnego miejsca na zewnątrz, usłyszałem, jak mówię z pełną szczerością, że po prostu jej nie rozumiem.
Rozmowa potoczyła się dalej, jak to rozmowy mają w zwyczaju. Ktoś zmienił temat, ktoś zamówił kolejną kawę i życie toczyło się dalej, nie pytając o moje wnioski. A jednak myśl pozostała. Kilka dni później stanąłem w obliczu dość niewygodnej świadomości. Skąd dokładnie to wszystko wiedziałem? Skąd wiedziałem, jakie możliwości naprawdę istniały w życiu tej osoby? Skąd wiedziałem, jakie lęki zaprzątają jej umysł o trzeciej nad ranem, gdy wszyscy inni śpią? Skąd miałem wiedzieć, jakie obowiązki na nich ciążą, jakie rozczarowania przeżyli, jakie prywatne bitwy stoczyli, jakie ograniczenia istniały za drzwiami, do których nigdy bym nie wszedł?
Odpowiedź, drogi czytelniku, była boleśnie prosta.
Nie zrobiłem tego.
To, co znałem, to wersja ich życia widoczna z mojego miejsca, a ludzie mają niezwykły talent do mylenia tego, co widoczne, z tym, co prawdziwe.
Im więcej o tym myślałem, tym bardziej fascynowało mnie to, co może być jednym z najczęstszych nawyków ludzkości. Spędzamy niezwykłą ilość czasu wyobrażając sobie, co byśmy zrobili, gdybyśmy byli kimś innym, jednocześnie rzadko zauważając, że wcale nie wyobrażamy sobie ich życia. Wyobrażamy sobie siebie umieszczonych w uproszczonej wersji ich okoliczności. Wnosimy nasze własne ambicje, nasze własne obawy, nasze własne wartości, naszą własną osobowość, nasze własne doświadczenia, a następnie po cichu ogłaszamy, co byśmy zrobili, gdybyśmy byli nimi. W rzeczywistości wcale ich sobie nie wyobrażamy. Wyobrażamy sobie, że przez jedno popołudnie nosimy ich płaszcz.
Prawda jest taka, że rzadko wyobrażamy sobie życie innej osoby. Wyobrażamy sobie własną osobowość, ciesząc się tym, co uważamy za jej zalety, jednocześnie wygodnie zapominając o wszelkich obciążeniach, które mogą jej towarzyszyć.
Im jestem starszy, tym bardziej fascynuje mnie pewność siebie, z jaką ludzie rozdają możliwości należące do kogoś innego. Robimy to społecznie, zawodowo, kulturowo i osobiście. Patrząc na daną osobę, widzimy talent i od razu wyobrażamy sobie sukces. Widzimy wiedzę i natychmiast wyobrażamy sobie wpływ. Widzimy możliwości i natychmiast wyobrażamy sobie osiągnięcia. Widzimy osobę, która wydaje się posiadać składniki i od razu zakładamy, że ciasto powinno być już w piekarniku.
Jest w tym coś niemal ujmującego. Społeczeństwo często zachowuje się jak ciotka z dobrymi intencjami na weselu. W momencie, gdy odkrywa, że masz talent, zaczyna organizować twoją przyszłość, zanim jeszcze nadejdzie deser. Jeśli rozumiesz edukację, powinieneś otworzyć szkołę. Jeśli rozumiesz miasta, powinieneś je przeprojektować. Jeśli rozumiesz związki, powinieneś doradzać wszystkim innym. Jeśli dostrzegasz problemy społeczne, z pewnością powinieneś je rozwiązać. Zgodnie z tą logiką, każdy, kto jest w stanie rozpoznać przeciekający dach, powinien założyć firmę budowlaną do przyszłego czwartku.
Rzadko jednak widzimy ciche negocjacje prowadzone z dala od codziennych rozmów i zdjęć w mediach społecznościowych, poza zasięgiem ciekawskich oczu i uprzejmych rozmów. Nie widzimy zmęczonego rodzica, który wstaje przed świtem i przechodzi na emeryturę długo po tym, jak wszyscy inni poszli spać. Nie widzimy uporczywego niepokoju o finanse ukrytego pod opanowanym uśmiechem. Nie widzimy strachu przed porażką ubranego nienagannie i eskortowanego do społeczeństwa jako pewność siebie. Nie widzimy niekończącej się papierkowej roboty i biurokratycznych przeszkód, które towarzyszą życiu między krajami. Nie widzimy zobowiązań, których nie można odrzucić, kompromisów zawieranych bez aplauzu, złamanych serc znoszonych bez zapowiedzi ani niepewności niesionych z niezwykłą gracją. Tysiące delikatnych szczegółów kształtuje egzystencję człowieka, ale w jakiś sposób nigdy nie trafiają do wersji historii przedstawianej światu.
Być może dlatego obserwacja uczyniła mnie raczej mniej pewnym niż bardziej. Każda osoba, którą spotykam, wydaje się posiadać całe rozdziały ukryte przed wzrokiem, a każda napotkana kultura przypomina mi, jak łatwo znajomość maskuje się jako zrozumienie. Życie jako Polka w Indiach wielokrotnie wzmocniło tę lekcję. Bycie outsiderem przez wystarczająco długi czas uczy, że to, co wydaje się oczywiste, często jest po prostu znajome. Uczy pokory. Uczy cierpliwości. Co najważniejsze, uczy, że prawie zawsze jest jeszcze jeden rozdział ukryty gdzieś za tym, który właśnie czytamy.
To, co mnie teraz interesuje, to nie komentarze na temat mojego życia, ani nawet moje własne przypuszczenia na temat czyjegoś życia. To, co mnie interesuje, to dziwny ludzki nawyk ukrywający się pod jednym i drugim. Patrzymy na życie innej osoby i po cichu wypełniamy wszystkie puste miejsca. Mylimy możliwość z szansą. Mylimy świadomość z władzą. Mylimy widoczne okoliczności z całą historią. Następnie, z ogromną pewnością siebie, wyciągamy wnioski z informacji, które ledwo wypełniłyby pierwszą stronę powieści.
Największą ironią jest oczywiście to, że podczas gdy byłem zajęty zastanawianiem się nad czyimiś założeniami dotyczącymi mojego życia, odkryłem, że robię dokładnie te same założenia dotyczące kogoś innego. Jest coś pięknie upokarzającego w byciu przyłapanym na własnej obserwacji. Spędza się kilka dni na analizowaniu ludzkiej natury tylko po to, by odkryć, że stoi się w samym jej środku.
Ludzie to niezwykłe stworzenia. Daj nam kilka faktów, a stworzymy całą historię. Rzucamy okiem przez okno i wyobrażamy sobie cały dom. Daj nam rozdział, a z pewnością omówimy zakończenie. Od czasu do czasu, jeśli mamy szczęście, życie delikatnie klepie nas po ramieniu i przypomina nam, jak niewielką część historii faktycznie widzieliśmy.
Może dlatego im jestem starszy, tym bardziej cenię sobie ciekawość nad pewnością. Ciekawość pozostawia miejsce na brakujące rozdziały. Ciekawość pozwala ludziom na ich tajemnice. Ciekawość uznaje, że każde życie zawiera pokoje, do których nigdy nie weszliśmy i rozmowy, których nigdy nie słyszeliśmy. Pewność, z drugiej strony, często pojawia się raczej przesadnie ubrana i strasznie chętna do ogłaszania wniosków, zanim jeszcze historia się rozwinie.
Ludzie są niezwykłymi gawędziarzami. Daj nam spojrzeć przez okno, a wyobrazimy sobie cały dom. Daj nam rozdział, a z pewnością omówimy zakończenie.
Im jestem starszy, tym mniej interesują mnie te wyobrażone zakończenia.
Życie wprowadziło mnie w zbyt wiele ukrytych rozdziałów, bym mógł to zrobić.
I być może jest to najbardziej przydatna rzecz, jaką obserwator może zapamiętać: historia, którą myślimy, że czytamy, bardzo rzadko jest całą książką.